niedziela, 12 lipca 2015

Małe i większe powroty

To będzie post o wszystkim. Z góry przepraszam, jeśli będzie chaotycznie :) za dużo myśli kłębi się w głowie, bo za dużo się wydarzyło, żeby umieć o tym napisać chronologicznie... ale postaram się jakoś to zgrabnie ogarnąć :)

Zacznę od wytłumaczenia, dlaczego tak długo nas tu nie było. Zarówno ja, jak i Miko, miałyśmy ciężkie pół roku. Miko ogarniała maluchy w przedszkolu, gdzie zaczęła swoją nauczycielską przygodę, równolegle pisząc pracę magisterską (200 stron po angielsku!), zapijając kawą i pogryzając Cheesburgerami z Maca. Ja natomiast rzuciłam pracę grafika komputerowego, żeby oddać się pisaniu pracy magisterskiej o uwodzicielach Apple, myśleniu nad dyplomem artystycznym, kończącym moją przygodę z uniwersyteckim Instytutem Sztuki.

Myślałam, że jeśli rzucę pracę, będę miała więcej czasu na studia. Tak było, ale zaczęłam też żyć intensywniej przez to ostatnie pół roku mojego akademickiego żywota, bo w ciągu ostatnich czterech i pół roku przeżyłam za mało. Wejście w rok 2015 był dla mnie lekko bolesny. Miałam problemy z biodrem od pracy siedzącej i braku ruchu. O ile w trakcie studiów licencjackich jeszcze się ruszałam, to pierwszy rok magisterki był pod tym względem totalnie nudny. Rutyna mnie zabijała, a ówczesny partner nie odczuwał zbytniej ochoty na większe aktywności. Zerwałam z tym wszystkim. Zaliczyłam pierwszą przeprowadzkę na dwa miesiące do Miko, a następnie drugą do znajomych z roku. Zamieszkałam ze wspaniałymi ludźmi, z którymi mieszkałam już wcześniej, ale teraz to był ten czas, nasz czas. Wcześniej chyba byłam na wszystko po prostu zamknięta, a oni pokazali mi jak cieszyć się każdym dniem - wiem, brzmi banalnie, ale naprawdę mnie na wiele rzeczy otworzyli. Zaczęłam chodzić na imprezy - zawsze stroniłam od ludzi, bo denerwował mnie tłum rozwrzeszczanych lasek, pijanych, których ton i jakość wypowiedzi sugerował chęć zwrócenia na siebie uwagi. Przestałam się bać, że ktoś mnie podepcze, kiedy będę tańczyć - to mój autentyczny lęk, mam zaledwie 157cm wzrostu... Nauczyłam się nie zwracać uwagi na pierdoły. Nauczyłam się odpuszczać rzeczy, które tak naprawdę nie miały większego znaczenia, a denerwowanie się z ich powodu odbijało się na moim zdrowiu. Wyluzowałam. Rzuciłam pracę. Poczułam się wolna. Totalną wolnością nacieszyłam się krótko, bo od razu musiałam zabrać się za pisanie mgr. Ale moment, w którym mogłam spać dłużej niż do 7.00 był piękny, Chodziło oczywiście o samą świadomość niekonieczności wstawania, bo organizm i tak już był przyzwyczajony. Zaczęłam się ruszać. Wypady na Bolko na rolki, rower, spacery stały się codziennością, której mi bardzo teraz brakuje, ale do tego dojdę :) robiłam wszystko, ale zabrakło mi czasu na gotowanie, a jeśli gotowałam, to mam zdjęcia, ale praca nad dyplomem wykończyła mi komputer. blue skreen everywhere. i dopiero teraz będę nadrabiać posty.



Marzec, kwiecień, maj były miesiącami pracy nad dyplomem, czasem przemyśleń, poznawania ludzi, cieszenia się drobnostkami, które chociaż na chwilę sprawiły, że czułam się wspaniale we własnym życiu. W maju upłynął rok od kiedy mam prawo jazdy - musiałam to zaznaczyć :D W końcówce maja wyjechałyśmy do Trier na wymianę, która okazała się wymianą polsko-polska, bo grupa niemiecka zaniemogla. Co zabawne, w Trier poznałam świetnych ludzi z mojego Instytutu. Musieliśmy wyjechać tak daleko, żeby zacząć ze sobą rozmawiać i żałować, że to stało się tak późno.

W końcu nadszedł czas dyplomów i przygotowań do dyplomów. Miałam strasznie dużo na głowie. W pewnym momencie nie ogarniałam dni tygodnia, a kiedy słyszałam dźwięk telefonu, bałam się spojrzeć kto dzwoni. Byłam w stałym kontakcie z Galerią i z OPAKiem, dzięki któremu mamy katalogi dyplomowe. Robiłam plakaty, zaproszenia, baner, katalog. Pliki do poprawki. Pliki do poprawki. Macintosh zepsuł pliki, trzeba było eksportować od nowa. I tak codziennie.
W końcu obrony. Wszystko się udało, prawie. Ale jak wspominałam wcześniej, przestałam się przejmować TAK BARDZO problemami.
Dzięki wielu miłym słowom od promotorów (zwłaszcza jednego <3 ), recenzentów, byłego promotora, zaczęłam wierzyć w siebie i w to co robię, bo ciężko jest ufać rodzinie, dla której zawsze / prawie/  jesteśmy naj.
Po obronie luz totalny, plażing, smażing, pożegnania, a w poniedziałek - to było zaledwie tydzień temu, a ja mam wrażenie, że to już wieczność - tata zabrał mnie z Opola do Częstochowy. Depresja z tego powodu dopadła mnie już przy ulicy Ozimskiej (mieszkałam przy Kraszewskiego, to całkiem obok). Strasznie smutno zrobiło się w mojej głowie, gdy pomyślałam o tych wspaniałych ostatnich chwilach w Opolu, o cudownej wyspie, na której pojeżdżę na rolkach, rowerze, desce dopiero za 2 lub 3 tygodnie, o tych wszystkich miejscach, w których jadłam tak smakowite posiłki, przede wszystkim o ludziach, których tak szybko nie zobaczę. Czy będą tęsknić?

Częstochowa przywitała mnie jak zwykle, niczym. Nie da się tu nic zrobić - co oczywiście postawiłam sobie za cel - zmienić to. Tu nie ma Bolko, nie ma zorganizowanych ludzi, którzy coś robią. Znam jedno miejsce, Cafe Belg. Wiem, że otworzyło się kilka nowych kawiarni, śniadaniarni (?) - sprawdzę je.
Szukałam na FB ludzi, którzy coś tu robią. Są spotkania rolkowe - super, coś się dzieje. Longboard Częstochowa umarło, bo prowodyrka wyjechała za granicę. Zmieni się to? Zobaczymy :) będę naciskać wszystkich ludzi, żeby coś tu się działo. Napisałam do chyba każdej longboardowej grupy  w Polsce, czy znają kogoś, kto tu jeździ, nikt nic.
Jednak wszelkie plany muszę odłożyć na bok, bo niestety zachorowałam i najbliższy termin wyzdrowienia pani doktor przewiduje na za 2-3 tygodnie. Leżę więc w łóżku i stękam z bólu. Ale są plusy - mam czas na te wszystkie rzeczy, których mi brakowało, kiedy robiłam inne :)

Myślałam, że bardziej się rozpiszę, ale już nie wytrzymuje w tej pozycji, wszystko coraz bardziej boli, więc jutro dopiszę kawałek o jedzeniu w nowych i starych miejscach, co mnie uwiodło i gdzie wrócę, jak tylko będę w Opolu.

PS. Wystawę dyplomantów IS UO można oglądać w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu do 26.07.2015.

3 komentarze: