niedziela, 23 listopada 2014

HAMBURG W OPOLU

Czyli kulinarne podróże do najfajniejszego burger-baru w Opolu.
Nowe miejsca zawsze stają się wyzwaniem zarówno dla prowadzących je, jak i dla klientów.
W przypadku Hamburga o prowadzących można powiedzieć tylko jedno - fantastyczni ludzie z pasją i kreatywnością w kuchni. Rozmawiając z właścicielami, dowiedziałyśmy się jak wiele pracy włożyli w przygotowanie menu: począwszy od konkretnych wymogów dotyczących bułek, przez mięso aż po dodatki, skończywszy na pysznych i zdrowych zupach. Poniżej prezentujemy zupę-krem z ziemniaków z grzankami.



Typowa cechą jedzenia Slow Food jest kompletne pominięcie czynników takich jak pospiech, stres czy też nafaszerowanie produktów wspomagaczami. W Hamburgu można dostać wyłącznie zdrową żywność i wszystkie produkty, z których są komponowane posiłki, są naturalne.

Bardzo podoba nam się podejście właścicieli do klientów. Raz byłyśmy świadkami, kiedy Hamburg odwiedził pan wegetarianin i spytał czy zupy są wegetariańskie. W następnym tygodniu całe menu było dedykowane wegetarianom. Można też zadzwonić do Hamburga i zamówić sobie coś na konkretny dzień i godzinę.

Odnośnie wystroju - uważamy że jest prosty, ale wysmakowany i dobrze wpisujący się w charakter lokalu typu Slow Food. Identyfikacja wizualna jest mega spoko ;)
Bardzo miłym zaskoczeniem, choć mogło by wydawać się czymś błahym, były dla nas drewniane jednorazowe sztućce :)
Tyle o  lokalu, skupmy się na najważniejszym, czyli na hamburgerze.
Propozycji hamburgerów jest w sam raz. Każdy odnajdzie tam swój smak, a jak nie, to polubi nowe ;)
Nam udało się do tej pory posmakować 4 różnych smaków, ale tu zaprezentujemy najlepszy.



Powyżej Hamburger Barbeque.
Bardzo pozytywne w nim było to, że mięso było idealnie doprawione, co w Opolu w barach mięsnych się rzadko zdarza. Zazwyczaj trafiałyśmy na za bardzo albo za słabo doprawione kotlety.
Bekon rozpływał się w ustach, sos bbq był super dopełnieniem, a sos majonezowo-jogurtowy miał idealne proporcje i najlepsze jest to, że jest własnej hamburgowej roboty! :)

POLECAMYYYYYYYYYYY BAAAAAARDZO SLOW
i pozdrawiamy pozytywnie zakręconych hamburgowych właścicieli :)

PS gdyby życie było bardziej SLOW, wbijałybyśmy tam częściej ;)

sobota, 25 października 2014

Klopsiki w sosie pieczarkowym z tłuczonymi ziemniaczkami :)

Klopsiki to jedno z wielu dań z dzieciństwa, do których lubię wracać :) Zazwyczaj pod pomidorową pierzynką lub w sosie koperkowym. Jednak zdarzała się też od czasu do czasu w kuchni mojej mamy wersja klopsików z sosem pieczarkowym, a ponieważ w lodówce i mielone mięsko i pieczarki, zdecydowałam się na taką właśnie opcję. Wyszło całkiem szybko i smacznie. Zapraszam!



Co potrzeba i jak to zrobić?

składniki:
30 dag mielonego mięsa (ja wybrałam z łopatki wieprzowej)
jedna większa bułka wrocławska
40 dag pieczarek
1 duża cebula
pół szklanki bulionu
olej do smażenia
ziemniaki (ilość zależy tylko do tego ile Jesz)
koperek
sól, pieprz, czosnek

przygotowanie:
Bułkę włóż do miseczki i namocz w niewielkiej ilości mleka lub wody, tak aby zrobiła się miękka. Cebulę obierz i pokrój bardzo drobno, pieczarki umyj i pokrój w plasterki. Na patelni rozgrzej odrobinę oleju i wrzuć do niego pieczarki z połową skrojonej cebulki, podsmaż, dodaj bulionu, a następnie duś pod przykryciem ok 20 min. Drugą część cebuli wrzuć do miski, dodaj mięso i bułkę, którą pokrusz na małe cząsteczki, dodaj przyprawy oraz przepuszczony przez praskę ząbek czosnku. Całość dokładnie wymieszaj, a z powstałej masy formuj niewielkie kulki, po czym podsmaż je z każdej strony na niewielkiej ilości oleju. Następnie dodaj klopsiki do duszącego się pod przykryciem sosu i duś przez ok 10 min. W tym czasie obierz ziemniaki i gotuj je do miękkości w osolonej wodzie. Po ugotowaniu odcedź je, dodaj odrobinę masła oraz koperek i ugnieć. Przygotuj talerz, na którym ułóż klopsiki polane sosem oraz ziemniaki. Gotowe! Smacznego dla wszystkich lubiących i wciąż wracających do tego typu dań. :)



wtorek, 23 września 2014

Śląskie zakończenie lata



W miniony weekend udało mi się wreszcie pojechać do taty i zorganizować z nim długo już planowany wieczór pod chmurką. Tata przygotował Niezbędne składniki do kociołka, ja tylko mu pomagałam i robiłam zdjęcia :)
Pieczonki lub prażonki to danie z kociołka, który stawia się na żarzące się ognisko. Potrawa pochodzi ze śląska, z okolic Zawiercia, a co roku w Porębie organizowany jest "Światowy Festiwal Prażonek".

Środek kociołka wykładamy folią aluminiową lub kapustą. My, żeby zwyczajnie nie mordować się po pichceniu z myciem garnka żeliwnego, wyłożyliśmy najpierw folią, następnie kapustą.



Na spodzie układamy boczek, warstwę ziemniaków pokrojonych w talarki, następnie cebulę pokrojoną w krążki, kiełbasę w plasterkach i tak dalej. Każdą warstwę posypujemy przyprawami - klasyczne to sól i pieprz. My dodaliśmy jeszcze jakąś szaloną posypkę z czerwonej papryki z dodatkiem chili, bo lubimy, jak pali w mordki :) Poza tym to idealne danie, które można ( i chyba trzeba!) popijać piwem :) 






Kiedy warstwy już nam się "wylewają" z kociołka, pokrywamy go liśćmi kapusty i warstwą folii aluminiowej a później zamykamy pokrywką i wstawiamy na żar.



Po około godzinie otwieramy kociołek i się delektujemy :)


Najważniejsze żeby nie zaglądać do kotła zanim minie godzina! :)
SMACZNEGO :)

sobota, 20 września 2014

Kraj tulipanów, wiatraków, żółtego sera i wolności: czyli o tym, jak zakochałam się w Holandii :)

Piękne krajobrazy z wiatrakami w tle i polami tulipanów, blond-włose uśmiechnięte panny w kolorowych strojach i wzorzystych, drewnianych chodakach trzymające olbrzymie walce żółtych serów - tak większości z nas kojarzy się Holandia :) Młodym, zabieganym, 'biednym' studentom kraj ten kojarzy się również z pracą, no bo jak tu nie skorzystać, jeśli w kilka miesięcy można się nieźle wzbogacić. Co więcej 'wolność' odnajdą tam również zwolennicy zielonej, palącej się substancji zupełnie legalnie. O tym, że w Holandii jest zielono, dosłownie i w przenośni, można doświadczyć najmocniej mieszkając w małych miejscowościach, gdzie jaskrawość kolorów przekracza chyba wszelkie oczekiwania. Wraz z koleżanką udało nam się dotrzeć i mieszkać w takiej właśnie małej wiosce o nazwie Scharmer :) Oczywiście jako studentki (wciąż), zależało nam najbardziej na podreperowaniu budżetu, stąd też gdy pojawiła się okazja skorzystania z oferty pracy (i to jeszcze bez pośredników)  bez wahania przystałyśmy na tę propozycję. I choć praca z początku do lekkich i łatwych nie należała (pakowanie kurczaków to wcale nie takie proste i przyjemne zadanie ;)), to jednak krajobrazy, poznani ludzie, atmosfera i mentalność Holendrów rekompensowała nam zmęczenie i dostarczyła niezapomnianych wrażeń :) A więcej o tej atmosferze tuż pod zdjęciami Scharmer: Park de Brogmeren - kompleksu domków letniskowych, w którym mieszkałyśmy :)


     





To, co zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie w Holandii, to nastawienie ludzi i to, jak swobodnie suną przez życie, bez narzekania, z uśmiechem na twarzy (nawet panie w urzędach, sprzedawcy w sklepach uśmiechają się, służąc chętnie pomocą i co istotne nie wykazują żadnych uprzedzeń narodowościowych, spokojnie też można się z nimi porozumieć po angielsku - nie ważne, czy dana osoba jest starsza, czy młodsza). Wystarczy też wyjść na ulicę, przejść kilkanaście metrów i usłyszeć od nieznajomych osób wesołe przywitanie "Hoj!" by od razu poprawił nam się humor. Zadbane uliczki, zielone, przystrzyżone trawniki i cudne ceglaste domki z pięknymi, kolorowymi okiennicami zaspakajają wszelkie oczekiwania estetyczne <3 Większe miasta, jak Groningen, w pobliżu którego mieściła się nasza mała wioseczka, to również wspaniałe, oryginalne, zadbane i czyste miejsca, do których aż chce się wracać, by poczuć tę atmosferę swobody i jakiejś takiej zwyczajnej normalności.
Bardzo wiele jest miejsc w Holandii, które chciałybyśmy odwiedzić, ale pracując w tygodniu i mając jedynie sobotę i niedzielę na odpoczynek, nie jest to takie łatwe, jednak nie wybaczyłybyśmy sobie, by nie wybrać się do Amsterdamu. No i udało się! I choć zwiedzanie tego miasta w dzień, z pewnością nie oddaje klimatu, jaki ma tam miejsce nocą, to jednak byłyśmy w pełni usatysfakcjonowane :) (kilka zdjęć poniżej)




 






Urokliwe uliczki, uliczki pełne rozpusty jak "Red District"czy "Blue District", gdzie swoje potrzeby seksualne zaspakajają turyści z całego świata, malownicze mostki w centrum miasta, olbrzymia ilość fantastycznych knajpek i pubów, koffeeshopy dla spragnionych wrażeń na niemal każdym kroku ;) mnóstwo ludzi i jeszcze więcej rowerów - to tak wspaniale zaskakujące, gdy przy dworcu kolejowym zamiast parkingu dla samochodów, mieści się jeden wielki parking dla rowerów, nie mówiąc już o tym jak wiele okazałych, pięknych rowerów można na swojej drodze napotkać :) To miasto definitywnie żyje 24 godziny na dobę, a każdy znajdzie tam dla siebie odpowiednie miejsce w zależności czego szuka, i czego oczekuje, na pewno się nie zawiedzie :) W Holandii poznać można ludzi z całego świata i nie tylko Amsterdam jest ich pełen. Bardzo wielu wspaniałych ludzi poznałyśmy w pracy i o dziwo, nie byli to tylko nasi polscy rodacy. Holendrzy wprawdzie nie spieszą się zbytnio w pracy i nie wkładają w nią tyle wysiłku co przedstawiciele innych państw (w tym Polski oczywiście), ale chęć pomocy i uśmiech na ich twarzach bardzo pomagają i rozładowują atmosferę podczas pracy. Pozdrawiamy zarówno Polaków jak i Holendrów, których było nam dane poznać i już wiemy, że wrócimy w to samo miejsce za rok :) Być może uda nam się ponownie dotrzeć do Amsterdamu oraz zwiedzić takie miejsca jak Rotterdam, Haga, czy sławną Goudę :)

Niektórzy z pewnością ciekawi są Holandii od strony kulinarnej, dlatego też następny post w całości poświęcony będzie temu, jak radziłyśmy sobie w kuchni, co gotowałyśmy, jakie produkty zaskoczyły nas pozytywnie, a czego w Holandii było nam brak :) Tymczasem pozdrawiam wszystkich i zachęcam do śledzenia dalszej części holenderskich wrażeń. Ik spreek je snel! ;)








niedziela, 14 września 2014

Rekomendacja tego i owego

Po dość długiej nieobecności Miko w Opolu, wreszcie udało nam się wyjść razem i spędzić czas tak, jak najbardziej lubimy. Czyli było trochę spacerowania, rozmowy i nadrabiania zaległości, szopingu oczywiście (nic tak bardziej mnie nie cieszy, jak zakupy z Mikooł), wspólnego kosztowania nowych smaków, delektowania się kawą, a także odrobina kultury, bo zajrzałyśmy do GSW, zobaczyć nową wystawę - Biennale Ars Polonia. 
Jest ona poświęcona sztuce polskich artystów, tworzących poza granicami naszego państwa. Większość z nich promuje polską kulturę w krajach, w których żyją. Między innymi spodobały nam się bardzo obrazy na deskach artystki tworzącej w Etiopii. Wystawa będzie prezentowana do 19 października, także polecamy się trochę odchamić ;)

Zauważamy nowy trend na font BARON FONT. Era Lobster Font już przeminęła? ;)
Tak czy siak, idźcie do GSW w Opolu, warto. Poniżej podlinkowany obrazek. Proszę klikać i czytać.

P.s. od Miko (zwanej też Majkoł): jak najbardziej podpisuję się pod wszystkim, co powyżej zamieściła Ksania i dodatkowo dodam, że już niedługo na blogu pojawi się post, w którym opiszę moje odczucia dotyczące kraju serów, wiatraków i tulipanów, czyli Holandii, w której to dane mi było przebywać przez całe dwa miesiące :) Co tam zobaczyłam, zasmakowałam i jak odbieram Holendrów, oraz jak radziłyśmy sobie z koleżanką Karoliną kulinarnie? Już niedługo na blogu :) Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i smakowicie! A to, jak bardzo udany był to dla nas dzień można zaobserwować na poniższych zdjęciach :)

Biennale Ars Polonia 2014. Opole będzie stolicą artystów z polskim rodowodem


Poniżej prezentujemy dzisiejsze smakołyki:


Burger z wołowiną i bekonem, z sałatą, serem, pomidorem i frytkami :)
W zasadzie mamy jedno zastrzeżenie - mięso powinno być bardziej doprawione, poza tym wszystko pyszne. Ach, i frytki trochę suche!!! Od momentu zamówienia czekałyśmy około 15 minut na podanie, także na to narzekać nie można.

Burger był dosyć duży, więc żadna z nas nie odważyła się jeść go rękoma :)






No i obowiązkowo kawa z syropem ciasteczkowym na deser.
Dwa krejzole znowu w komplecie <3



sobota, 13 września 2014

Ostatni powiew lata?



Ostatnie okoliczności sprawiają, że nie tylko lato się kończy. Ekipa została okrojona o Martę, która po części zmuszona przez "życie", postanowiła dalej iść swoja drogą. Trochę smutno było, ale każdy ma prawo do podejmowania decyzji, które są dla niego najlepsze, dlatego dziękujemy, że byłaś z nami, dziękujemy za motywację, za wspólne wypady do Turawy i narady na temat bloga i oczywiście za przyjaźń, która mimo rozejścia się dróg, pozostanie niezmienna Życzymy Ci wszystkiego najlepszego, rozwijaj się kulinarnie, z niecierpliwością czekamy na efekty! :)

Wracając do końcówki lata, arbuzy już praktycznie przejrzewają, a bynajmniej mnie już nie smakują, jabłka nadal dobre, bo polskie, a banany, borówki i czekoladą sprawiają, że można zrobić pyszny mix :)
Ot, tak sobie, letnia sałatka. Smacznego :)

wtorek, 29 lipca 2014

Kurczak curry z pieprzem cytrynowym



Kurczaka kroimy w kostkę, solimy i podsmażamy. Gotujemy makaron, kroimy cebulkę, przygotowujemy groszek - ja użyłam mrożonego, uważam , że jest lepszy od tego z puszki. Do kurczaka wsypujemy posiekaną cebulę, przyprawiamy pieprzem cytrynowym i mieszamy z odcedzonym makaronem. Całość mieszamy na patelni, posypujemy parmezanem lub grana padano i posiekaną natką pietruszki. TYLE :)
można dodać też sos majonezowo musztardowy ze startym do niego ogórkiem kiszonym i cebulą, ja tak zrobiłam na drugi dzień, ale wersja sauté tez jest ok. Można ewentualnie polać oliwą.
Smacznego  :)

piątek, 4 lipca 2014

pakora z kalafiora

Pakora to prosta przekąska albo dodatek do dania głównego. Sezon na kalafiory trwa, więc przygltuj go w inny sposób!


Pakora z kalafiora
pół kalafiora
pół szklanki wody
pół szklanki mąki (najlepiej z ciecierzycy, ja wykorzystałam kukurydzianą, może być też pszenna)
ząbek czosnku
pół łyżeczki słodkiej papryki, kminu rzymskiego, kolendry, pieprzu, imbiru
olej rzepakowy

duzy jogurt naturalny
świeża mięta
pieprz i sól

//

Umytego kalafiora rozdzielamy na małe rózyczki. Im mniejsze tym lepsze, najlepiej by były tej samej wielkości.
W miseczce mieszamy wodę, mąkę i przyprawy, dodajemy drobno posiekany czosnek. Odstawiamy na 10 minut.

Na patelni rozgrzewamy olej (1-2 cm wysokości) do wysokiej temperatury (tak by wrzucając kawałki kalafiora na patelnię olej zaczął głośno skwierczeć. I tak zanurzamy kalafiorki w płynnym cieście, wrzucamy na gorący olej, smazymy ok.3 minut na każdej stronie (do zrumienienia).  

wtorek, 1 lipca 2014

Brownie z kaszą jaglaną


ostatni chyba z Żarłostacyjnych przepisów. brownie z kaszą jaglaną robiłam już drugi raz w tak hurtowej ilosci, za pierwszym razem był stres, że nie wyjdzie, że się nie uda, jak to możliwe, że bez mąki...

..a jednak. bezglutenowcy muszą sobie jakos radzić i radzą sobie świetnie w modfikacjach przepisów. bardzo czekoladowe i wilgotne ciasto brownie!

składniki:
pół szklanki kaszy jaglanej (jeszcze nie ugotowanej)
3 jajka
50 ml oleju 
ciut więcej niż 1/2 szklanki kakao
1/2 szklanki kremówki (30-36%)
ponad 1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia

kaszę gotujemy w szklance wrzącej wody do miekkości. odstawiamy do wystygnięcia i zaparowania.

gdy kasza wystygnie - jajka miksujemy w misce z cukrem, dodajemy olej, cukier, kakao i pozostałe składniki łącznie z zimną kasza. mieszamy, wylewamy na blaszkę wyłożoną papierem i pieczemy ok.  30-40 min w temp 180'C (do suchego patyczka)

//
powyższe proporcje na małą blaszkę :) polecam podwoić proporcję dla blachy ok. 20x30 :)


fot - Arkadiusz Kornacki

niedziela, 29 czerwca 2014

Zupa jagodowa



Ostatnio w pracy panuje jagodowy szał. Kierowniczka przynosi litrami jagody, a my szukamy inspiracji :)
Nie chciałam robić pierogów, nie mam nadal piekarnika, że coś z jagodami upiec, a szybkim daniem jest właśnie jagodowa. Robiłam ją pierwszy raz i chyba jadłam też pierwszy, bo nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek jej smakowała. Zupa jest do zrobienia bardzo prosta i szybka. Ale ostrzegam! po jej zjedzeniu, albo raczej przy jej kosztowaniu uważajcie na zęby i usta, bo moje są pięknie zafarbowane od wczoraj :) Próbowałam pozbyć się koloru pilingiem, próbowałam mydłem, ale piling boli, a mydło nie zmywa. Kolor sam musi zejść ;) Fioletowy to mój ulubiony kolor, więc i na ustach mi nie przeszkadza :)

Potrzebujemy:
 dwa garnki, 
blender,
30% śmietanę, 
1,5 szklanki jagód - umytych,
cukier waniliowy
cukier zwykły,
szczyptę soli, 
makaron wstążki,
syrop malinowy.

Przepis:
Do obu garnków nalewamy po litrze wody. W jednym gotujemy makaron, w drugim 1 i 1/4 szklanki jagód.
Powinno nam zostać około 1.4 szklanki jagód, aby dosypać do zupy na sam koniec, jako dekoracja. Kiedy jagody puszczą sok, dodajemy maleńką szczyptę soli, dosypujemy cukier waniliowy, dolewamy 3-4 łyżki syropu z malin (to nie jest konieczne, ale ja chciałam) i dosładzamy próbując po każdej łyżce cukru, czy zupa jest już odpowiednio słodka. Kiedy cukier się rozpuści, wyłączamy gaz, czekamy aż zupa trochę wystygnie, blendujemy ją i wlewamy połowę małego opakowania śmietany, od razu mieszając ja z zupą.

Sposób podania:
Na talerz wlej 2/ 2,5 łyżki zupy, ułóż makaron, posyp jagodami.
Opcjonalnie - można udekorować zupę listkiem mięty

piątek, 27 czerwca 2014

Potrawka z soczewicy i wieprzowiny w mleku kokosowym.

opróżnianie lodówki przed przeprowadzą zaowocowało kreatywnością w kuchni. w sumie nic, bo soczewica z mięsem z orientalnymi przyprawami (prawie jak fasolka po bretońsku w odświezonej wersji haha) - ale fajny obiad (ale niekoniecznie szybki, fakt) bo rozgrzewa i zapełnia na długo.

no i z pewnością jest zdrowy!



Składniki:
pół szklanki zielonej soczewicy
1 papryka
1 marchewka
1 cebula
świeża kolendra
2 plastry karczku lub innego mięsa wieprzowego
pół puszki mleka kokosowego
3 ząbki czosnku
sok z połowy limonki
oliwa z oliwek
łyżeczka – papryki słodkiej, ostrej, kurkumy, tymianku, kmin rzymski, pieprz, sól

Soczewicę płuczemy, gotujemy w1/2 szklanki osolonej wody przez ok. 15 minut (do miękkości).
Na oliwie podsmażamy posiekaną cebulę, 2 ząbki czosnku (posiekane), po chwili dodajemy startą marchewkę i pokrojoną w kostkę paprykę.

Na drugą patelnię wlewamy 3-4 łyżki oliwy, dodajemy posiekany ząbek czosnku i kilka ziaren kminu rzymskiego. Gdy czosnek delikatnie się zrumieni kładziemy pokrojone w kostkę mięso i tak smazymy (by było złote z każdej strony, nie musi być całkowicie miękkie). Następnie przekładamy mięso

Po ok. 5 minutach do podsmażonych warzyw dodajemy mleko kokosowe i przyrawy, dorzucamy mięso, kolendrę i tak dusimy przez następne 15 minut, do miękkości mięsa.

Jemy jako potrawa jednogarnkowa, samo albo z pitą, ewentualnie innym pieczywem.




wtorek, 24 czerwca 2014

Tarta z botwiną w miodowej glazurze i serem feta

Kolejna tarta prosto z menu  Żarłostacji :)

składniki
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 pęczek botwiny
½ opakowania sera feta (półtłustego)
2-3 łyżki miodu
2 łyżki oliwy z oliwek
łyżeczka gałki muszkatałowej
tymianek (najlepiej świeży)
pieprz czarny
2 ząbki czosnku

Przygotowanie:
Botwinę myjemy i kroimy na mniejsze kawałki, zarówno buraczki (w cienkie plasterki), łodygi i liście. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, polewamy miodem i oliwą z oliwek – tak przygotowaną pieczemy 15 minut w temperaturze 180'C.

Ciasto francuskie wykładamy do formy do tarty, nakłuwamy widelcem i posypujemy gałką muszkatałową. Podpiekamy w piekarniku ok. 5 minut (180-190'C). Po tym czasie wyciągamy blaszkę z piekarnika, na ciasto francuskie nakładamy podpieczoną wcześniej botwinę, pokronony ser feta i ząbki czosnku (cienkie plasterki), posypujemy tymiankiem i świeżo zmielonym pieprzem, polewamy glazurą powstałą w wyniku pieczenia botwiny w piekarniku. Wstawiamy do piekarnika na 15-18 min.
Jeśli tarta jest za sucha, można polać oliwą z oliwek.




fot. Arkadiusz Kornacki / Michał Nowik

Tarta z cukinią, suszonymi pomidorami i mozarellą

W ubiegłą niedzielę miała miejsce trzecia edycja pikniku kulinarnego Żarlostacja, organizowanego przez towarzyszenie Opolska Blogosfera Kulinarna i Kofeina 2.0. Wspaniały klimat, mnóstwo (a jednak nadal za mało) smakołyków przygotowanych przez opolskich blogerów, kilka warsztaów, kilkanaście konkursów i kilkaset ludzi z wielkim apetytem na spędzenie w pozytywny sposób niedzielnego południa. Dopisała i pogoda i frekwencja. 
Dzięki wszystkim, którzy przyszli i podjęli sie organizacji tego wydarzenia:

Jedz, nie marudź reprezentowałam ja - czyli Marta, przygotowując kilka smakołyków. Jednym z nich była wytrawna tarta na cieście francuskim, cieszyła się chyba największym zainteresowaniem. 


Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
pół małej cukini
8-10 pomidorów suszonych (odsączonych z oleju)
3 jajka
125 ml śmietany 12%
tymianek, bazylia, oregano
pieprz czarny
sól

Przygotowanie:
Ciasto francuskie wkładamy do formy do tarty, oblepiamy brzegi, nakłuwamy widdelcem i podpiekamy w piekarniku 5-6 minut 180'C.
Na zarumienione lekko ciasto kładziemy kolejno – pokrojoną w plastry cukinię, plastry mozarelli i suszone pomidory. Posypujemy ziołami. W miseczce mieszamy jajka, śmietanę, dodajemy sól i pieprz do smaku i tak przygotowaną masą zalewamy tartę. Całość wstawiamy do piekarnika na ok. 18 minut (180'C).



Kilka migawek z samej pracy :) Więcej zdjęć wkrótce! Kolejne imprezy również

fot: tarta - Arkadiusz Kornacki
fot: piknik - Michał Krawiec

:)

czwartek, 15 maja 2014

Nietypowa pizza :)

Czasem znajomi zaskakują, i to nie tylko w kwestiach werbalnych, ale i kulinarnych. Fajnie jest czasem móc przyjść na ucztę i przekonać się do nowych, nietypowych smaków. Tym razem postać, której na naszym blogu jeszcze nie było, znany w kręgu znajomych jako Kryka - przede wszystkim "mistrz" pizzy, placków i naleśników - wpadł na genialny pomysł uczczenia leniwej niedzieli pizzą właśnie. Razem z wytrwałymi w bojach kulinarnych pomocnicami: Karuszką i Wicharką zdziałali dwie wspaniałe pizze. Wyszło pysznie! Mamy nadzieję, że Kryka jako debiutująca gwiazda kulinarna będzie nadal rozwijał swoje umiejętności i dzielił się z nami i Wami swoimi pomysłami. Autora przepisu pozdrawiamy, a Was zapraszamy do zapoznania się właśnie z tym przepisem. 


Co potrzeba i jak to zrobić?

krok pierwszy - ciasto:

3 szklanki mąki, szklanka piwa ciemnego, drożdże, olej, sól, pieprz, bazylia, oregano 

// drożdże rozpuścić w 3 łyżkach piwa i 3 łyżkach oleju, odstawić na 10 min i potem wszystko wymieszać i ugniatać do jednolitej masy. Ciasto podzielić na mniejsze części, owinąć w woreczek foliowy i wstawić na min. godzinę do lodówki.




krok drugi - sos pomidorowy (baza pod dodatki):

pomidory z puszki, oregano, bazylia, sól, łyżeczka cukru, łyżka chrzanu żurawinowego

// pomidory zblendować z resztą składników, dodać odrobinę oliwy z oliwek


krok trzeci - dodatki:
wymienione na zdjęciu poniżej :) 
można dodać o wiele więcej składników - wszystko zależy od Waszych preferencji i gustów



krok czwarty - pieczenie:
ciasto po wyjęciu z lodówki należy rozwałkować z odrobiną mąki i ułożyć, lekko naciągając na blaszce, po czym dodać sosu pomidorowego i układać na nim składniki, po czym włożyć pizzę do rozgrzanego do ok 200 stopni piekarnika i piec ok. 20-30 min. Autor przepisu radzi, by polewać sobie kawałki pizzy odrobiną oliwy z oliwek, a 
dla fanów ciągnącego się sera: można zawinąć go troszkę więcej na brzegach pizzy :) 


dodatkowo - sos czosnkowy do polania:
2 ząbki czosnku, sól, pieprz czarny i ziołowy, szczypta papryki i cukru, jogurt grecki
// przyprawy połączyć z jogurtem i zamieszać lub zblendować.